Jak nie zgubić siebie w rodzicielstwie?

Kobieta odpoczywająca w domu i znajdująca chwilę dla siebie w codziennym rodzicielstwie
[REKLAMA]

Rodzicielstwo potrafi całkowicie zmienić rytm dnia, priorytety, relacje i sposób myślenia o sobie. Problem zaczyna się wtedy, gdy rola mamy albo taty staje się jedyną rolą, a własne potrzeby, zainteresowania i relacje są stale odkładane „na później”.

Nie chodzi o to, żeby odzyskać życie dokładnie takie jak przed dziećmi. Chodzi o zachowanie kontaktu z tym, kim jesteś poza obowiązkami rodzicielskimi — nawet jeśli dziś masz na to znacznie mniej czasu niż kiedyś.

Kiedy rodzicielstwo zaczyna wypierać własną tożsamość?

Pierwsze miesiące i lata z dzieckiem naturalnie wymagają ogromnego zaangażowania. Sen, karmienie, opieka, wizyty lekarskie, przedszkole, szkoła i codzienna logistyka potrafią wypełnić praktycznie cały dzień.

Niepokojący moment przychodzi wtedy, gdy własne potrzeby przestają być chwilowo ograniczone, a zaczynają być traktowane jako coś nieważnego albo egoistycznego.

Możesz zauważyć u siebie między innymi:

  • brak odpowiedzi na pytanie, co sprawia Ci przyjemność,
  • rezygnację z większości dawnych zainteresowań,
  • poczucie winy za czas spędzony bez dziecka,
  • kontakt ze znajomymi ograniczony wyłącznie do tematów dzieci,
  • ciągłe odkładanie odpoczynku,
  • wrażenie, że cały dzień służy obsługiwaniu potrzeb innych,
  • trudność w podejmowaniu decyzji dotyczących wyłącznie siebie.

Pojedynczy gorszy tydzień nie oznacza jeszcze problemu. Znaczenie ma to, czy taki sposób funkcjonowania staje się stałym modelem życia.

„Nie mam czasu dla siebie” często oznacza coś więcej

Brak czasu jest realnym problemem, szczególnie przy małych dzieciach. Nie wszystko da się rozwiązać lepszą organizacją.

Jednocześnie czasami problemem nie jest wyłącznie brak wolnej godziny, ale przekonanie, że wolna godzina powinna zostać wykorzystana na pranie, zakupy albo przygotowanie czegoś dla rodziny.

W efekcie nawet gdy pojawia się wolne okno, rodzic automatycznie wypełnia je kolejnym obowiązkiem.

Dlatego odzyskiwanie przestrzeni dla siebie często zaczyna się nie od kalendarza, lecz od zgody na to, że własny odpoczynek i zainteresowania nie są nagrodą za perfekcyjnie wykonane obowiązki.

Nie czekaj na idealne trzy godziny wolnego

To jeden z najczęstszych powodów, dla których dawne pasje znikają na lata.

Jeżeli kiedyś biegałaś godzinę, czytałaś pół książki wieczorem albo spędzałaś całe popołudnie z przyjaciółką, dzisiejsze 20 minut może wydawać się bez znaczenia.

A jednak właśnie małe fragmenty czasu są często najbardziej realistycznym sposobem na zachowanie kontaktu z własnym życiem.

Może to być:

  • 15 minut książki przed snem,
  • półgodzinny spacer bez załatwiania spraw,
  • krótki trening dwa razy w tygodniu,
  • telefon do przyjaciółki podczas drogi do pracy,
  • kawa wypita bez wykonywania równocześnie kilku obowiązków,
  • powrót do hobby w uproszczonej formie.

Nie chodzi o spektakularną zmianę stylu życia. Chodzi o regularne przypominanie sobie, że poza rodzicielstwem nadal istnieją rzeczy, które należą tylko do Ciebie.

Własne potrzeby nie muszą konkurować z potrzebami dziecka

Łatwo wpaść w sposób myślenia: albo jestem dobrą mamą, albo dbam o siebie.

To fałszywa alternatywa.

Dziecko rzeczywiście czasem potrzebuje pierwszeństwa. Gorączka, trudny dzień w przedszkolu czy nocne pobudki nie są momentami na sztywne realizowanie własnego planu.

Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy potrzeby dziecka są uznawane za ważniejsze zawsze, niezależnie od sytuacji.

Jeżeli codziennie rezygnujesz ze snu, ruchu, kontaktu z ludźmi czy chwili ciszy, koszt zaczyna się kumulować.

Dbanie o siebie nie oznacza więc ignorowania dziecka. Oznacza uznanie, że w rodzinie istnieje więcej niż jedna osoba posiadająca potrzeby.

Związek łatwo zamienić w zespół logistyczny

Po narodzinach dziecka rozmowy partnerów bardzo szybko zaczynają dotyczyć przede wszystkim organizacji.

Kto odbiera z przedszkola? Co kupić? Kiedy szczepienie? Czy opłaciliśmy zajęcia? Kto zostanie w domu?

Taka komunikacja jest konieczna, ale jeśli całkowicie zastąpi dawną relację, partnerzy mogą zacząć funkcjonować bardziej jak współpracownicy niż para.

Nie zawsze potrzebne są regularne randki w restauracji. Przy małych dzieciach może być trudno je zorganizować.

Znaczenie mają też prostsze rzeczy:

  • rozmowa wieczorem bez telefonu,
  • wspólne obejrzenie filmu,
  • wyjście na spacer,
  • śniadanie we dwoje,
  • rozmowa o czymś innym niż dzieci,
  • zapytanie partnera nie tylko „co trzeba zrobić?”, ale też „jak się czujesz?”.

Relację łatwiej chronić poprzez regularne drobne gesty niż próbować ratować ją jednym wyjazdem raz w roku.

Nie wszystko trzeba robić idealnie

Rodzicielstwo potrafi stworzyć ogromną liczbę niewidzialnych standardów.

Dom powinien być uporządkowany. Obiady zdrowe. Dziecko rozwijane. Weekend aktywny. Urodziny kreatywne. Zajęcia dodatkowe dobrze dobrane. Ubrania przygotowane wcześniej. Wszystkie informacje ze szkoły przeczytane.

Jeśli próbujesz być bardzo dobra we wszystkim jednocześnie, pierwszą rzeczą usuwaną z planu staje się zwykle odpoczynek.

Dlatego czasami najbardziej praktyczną zmianą jest świadome obniżenie standardu w obszarach, które nie mają dużego znaczenia.

Kolacja może być prosta. Mieszkanie może nie być idealnie uporządkowane. Dziecko nie musi mieć zaplanowanej każdej soboty. Nie każda okazja wymaga własnoręcznie przygotowanych dekoracji.

Zaoszczędzona energia może być cenniejsza niż perfekcyjnie wykonane zadanie.

Podział obowiązków powinien obejmować również planowanie

W wielu rodzinach formalnie obowiązki są podzielone, ale jedna osoba nadal odpowiada za większość organizacji.

Partner może zrobić zakupy, ale ktoś wcześniej musi sprawdzić lodówkę, zaplanować posiłki i przygotować listę.

Może zawieźć dziecko do lekarza, ale ktoś musi pamiętać o terminie wizyty, umówić ją, zabrać dokumentację i wiedzieć, o co zapytać.

To tak zwany ciężar organizacyjny. Potrafi być wyczerpujący nawet wtedy, gdy druga osoba rzeczywiście wykonuje część zadań.

Lepszy podział oznacza przekazywanie całych obszarów odpowiedzialności, a nie pojedynczych poleceń.

Zamiast: „kup dziś rzeczy na szkolną wycieczkę”, lepiej ustalić, że jedna osoba w całości odpowiada za przygotowanie dziecka do wyjazdu.

Samotna godzina to nie luksus

Jeżeli masz możliwość skorzystania z pomocy partnera, dziadków albo innej bliskiej osoby, czas bez dziecka nie musi być przeznaczony wyłącznie na załatwianie spraw.

To częsty scenariusz: ktoś proponuje opiekę nad dzieckiem, a rodzic wykorzystuje ten moment na supermarket, sprzątanie albo wizytę u dentysty.

Takie rzeczy oczywiście trzeba zrobić, ale od czasu do czasu pomoc warto wykorzystać również na coś, co nie jest obowiązkiem.

Godzina samotnego spaceru, trening, fryzjer, spotkanie z przyjaciółką albo zwykłe siedzenie w kawiarni mogą być tak samo uzasadnionym sposobem wykorzystania pomocy.

Co zrobić, jeśli nie masz żadnej pomocy?

To trudniejsza sytuacja i nie warto udawać, że można ją rozwiązać prostą poradą o „znalezieniu czasu dla siebie”.

Jeżeli jedno z rodziców przez większość dnia samodzielnie opiekuje się dzieckiem i nie ma wsparcia rodziny, przestrzeń dla siebie trzeba budować znacznie ostrożniej.

Pomocne może być:

  • ustalenie konkretnych godzin, gdy drugi rodzic przejmuje całość opieki,
  • wymiana opieki z zaprzyjaźnionymi rodzicami,
  • korzystanie z dostępnych form opieki instytucjonalnej, jeśli jest to możliwe,
  • wybieranie aktywności, które można wykonywać w krótkich blokach,
  • ograniczenie obowiązków, które można odpuścić,
  • proszenie bliskich o konkretną pomoc zamiast ogólnego „daj znać, gdybyś czegoś potrzebowała”.

Zamiast mówić „jestem zmęczona”, można powiedzieć: „Czy możesz w sobotę zabrać dzieci na dwie godziny?”.

Konkretną prośbę łatwiej spełnić.

Nie każda chwila dla siebie musi być produktywna

Rodzice często zamieniają także odpoczynek w projekt.

Jeżeli mam godzinę wolnego, powinnam ćwiczyć. Przeczytać książkę. Nauczyć się języka. Posprzątać zdjęcia. Zacząć kurs.

Tymczasem zmęczona osoba może najbardziej potrzebować po prostu niczego nie robić.

Odpoczynek nie musi rozwijać, poprawiać kondycji ani prowadzić do konkretnego efektu.

Jeżeli po całym tygodniu masz ochotę obejrzeć serial, położyć się wcześniej albo przez pół godziny spokojnie pić herbatę, to także jest prawidłowe wykorzystanie czasu.

Utrzymywanie własnych relacji chroni przed izolacją

Po pojawieniu się dzieci znajomości często naturalnie się zmieniają.

Niektóre osoby są na innym etapie życia, spotkania trudniej zorganizować, a spontaniczne wyjście wymaga planowania.

Mimo to całkowite wycofanie się z dawnych relacji może po kilku latach prowadzić do poczucia, że poza rodziną nie ma już własnego świata.

Nie trzeba spotykać się co tydzień.

Znaczenie ma regularność.

Jedna kawa w miesiącu, rozmowa telefoniczna, wspólny spacer czy wiadomość wysłana bez konkretnego powodu pozwalają utrzymywać więzi, które później trudno odbudować od zera.

Wróć do pytania: co lubiłam, zanim zostałam mamą?

To proste pytanie potrafi być zaskakująco trudne.

Nie chodzi o próbę cofnięcia czasu.

Nie każda dawna pasja nadal musi być aktualna. Możesz też odkryć zupełnie nowe zainteresowania.

Chodzi raczej o przypomnienie sobie, że Twoja tożsamość zawsze składała się z wielu elementów.

Możesz być jednocześnie mamą, partnerką, specjalistką w swojej pracy, przyjaciółką, osobą lubiącą góry, książki, fotografię, bieganie albo ogród.

Jedna z tych ról nie musi usuwać pozostałych.

Gdy powrót do pracy budzi mieszane uczucia

Powrót do pracy po okresie intensywnej opieki nad dzieckiem może dawać ulgę i poczucie odzyskiwania części własnego życia.

Może też wywoływać poczucie winy.

Obie reakcje mogą pojawiać się jednocześnie.

Dla części kobiet praca jest nie tylko źródłem dochodu, ale również przestrzenią kontaktu z dorosłymi, samodzielności i kompetencji niezwiązanych z rodzicielstwem.

Dla innych powrót w danym momencie będzie zbyt trudny albo po prostu nie będzie zgodny z ich wyborem.

Nie istnieje jeden model, który pozwala „nie zgubić siebie”. Dla jednej osoby będzie nim powrót do pracy, dla drugiej ograniczenie etatu, a dla trzeciej znalezienie zupełnie innej przestrzeni poza obowiązkami domowymi.

Poczucie winy może pojawić się niezależnie od decyzji

Rodzic może czuć się winny, gdy wychodzi z domu bez dziecka.

Może też czuć się winny, że nie wychodzi wystarczająco często i zaniedbuje własne potrzeby.

Może mieć wyrzuty sumienia z powodu pracy, a potem wyrzuty sumienia, że poświęcił karierę.

To pokazuje, że samo poczucie winy nie jest dobrym narzędziem do oceny decyzji.

Lepszym pytaniem jest: czy moje rozwiązanie jest bezpieczne dla dziecka, możliwe do utrzymania i dobre dla całej rodziny w dłuższej perspektywie?

5 sygnałów, że potrzebujesz odzyskać trochę przestrzeni

Nie pamiętasz, kiedy ostatnio zrobiłaś coś tylko dla przyjemności

Nie chodzi o zakupy spożywcze bez dzieci. Chodzi o czynność, której jedynym celem było Twoje dobre samopoczucie.

Każdy odpoczynek wywołuje poczucie winy

Jeżeli nawet 20 spokojnych minut uruchamia myśl „powinnam teraz robić coś pożytecznego”, warto przyjrzeć się własnym oczekiwaniom.

Wszystkie rozmowy dotyczą dzieci

Rodzicielstwo jest ogromną częścią życia, ale nie musi być jedynym tematem każdej relacji.

Czujesz złość, gdy inni mają czas dla siebie

Czasami irytacja na partnera, który idzie pobiegać albo spotkać się ze znajomymi, nie wynika z samego jego wyjścia. Może sygnalizować, że Ty sama od dawna nie masz podobnej przestrzeni.

Masz wrażenie, że jesteś potrzebna wszystkim, ale nikt nie pyta o Ciebie

To moment, w którym warto przestać czekać, aż ktoś sam zauważy przeciążenie, i zacząć mówić o nim wprost.

Prosty plan na odzyskanie własnej przestrzeni

Nie zaczynaj od postanowienia: „od teraz będę mieć więcej czasu dla siebie”.

To zbyt ogólne.

1. Wybierz jedną rzecz

Może to być sport, czytanie, spotkanie z przyjaciółką albo samotny spacer.

2. Znajdź najmniejszą realną wersję

Nie „wracam do biegania pięć razy w tygodniu”, tylko „w środę mam 30 minut na wyjście”.

3. Wpisz ją do kalendarza

Czas dla siebie pozostawiony na moment, „gdy wszystko będzie zrobione”, zazwyczaj nigdy nie nadchodzi.

4. Ustal, kto wtedy przejmuje odpowiedzialność

Nie chodzi o to, żeby w trakcie własnego wyjścia nadal telefonicznie zarządzać tym, co dzieje się w domu.

5. Powtórz za tydzień

To regularność tworzy przestrzeń, nie jednorazowy dzień wolny.

Kiedy zwykłe zmęczenie przestaje być zwykłym zmęczeniem?

Rodzicielstwo bywa wyczerpujące, ale długotrwałego pogorszenia samopoczucia nie należy automatycznie tłumaczyć tym, że „każdy rodzic tak ma”.

Jeżeli przez dłuższy czas pojawia się silne przygnębienie, ciągłe napięcie, drażliwość trudna do opanowania, poczucie beznadziei, problemy ze snem niezależne od dziecka, utrata zainteresowania większością rzeczy albo poczucie, że codzienne funkcjonowanie staje się nie do udźwignięcia, pomoc specjalisty może być ważniejsza niż kolejne techniki organizacji czasu.

Rozmowa z psychologiem, psychoterapeutą lub lekarzem nie oznacza, że ktoś „nie radzi sobie z rodzicielstwem”. Pozwala ocenić, czy przeciążenie nie przekroczyło poziomu, który trudno rozwiązać samymi zmianami w planie dnia.

Dziecko nie potrzebuje rodzica, który nie ma własnego życia

Największym paradoksem rodzicielstwa jest to, że chęć dania dziecku wszystkiego może stopniowo odebrać rodzicowi kontakt z samym sobą.

Nie trzeba wybierać między rodziną a własnym życiem. Zazwyczaj chodzi o znacznie mniejsze decyzje: pół godziny tylko dla siebie, uczciwszy podział obowiązków, spotkanie ze znajomymi, powrót do hobby albo zwykłą zgodę na odpoczynek bez tłumaczenia się.

Dzieci z czasem potrzebują rodziców coraz mniej intensywnie. Wtedy znacznie łatwiej wejść w kolejny etap życia, jeśli przez poprzednie lata własna tożsamość nie została całkowicie odłożona na później.

Udostępnij ten artykuł

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *